niedziela, 21 grudnia 2014

Asymetria

    Poszłam wczoraj do fryzjera. Chciałam coś zmienić na głowie, jakąś nowocześniejszą fryzurę, nie taką staroświecką. Dałam mu wolną rękę. No i spisał się pan fryzjer. Mówi: a czy może być asymetrycznie? Ja na to: Oczywiście, lubię asymetrię, tylko na moich włosach to nie wychodzi. - Zobaczymy - powiedział pan Leszek i ochoczo zabrał się do pracy. Tu ciachnie, tam przypnie i znów ciachnie.

    Babka w fotelu obok nawija jakby się amfy nażarła. Okazało się,że jest nauczycielką matematyki. - To by tłumaczyło - myślę sobie - dlaczego tak nerwowo nadaje
i wygląda jak zestresowany wrzodowiec.

   Słucham i nie słucham jaj paplania, w końcu nie do mnie mówi, więc mogę się wyłączyć.

   A pan Leszek zaczął narzekać, że mam za dużo włosów -  I co tu z tym zrobić? - poczesał, pociachał, popsikał jakimś szuwaksem, że niby po nim lepiej się kręcą loczki i wsadził mnie pod wielką suszarę.
Użyłam, jak przysłowiowy pies w studni. Wiało z suszary od czubka głowy i wszystkie ciachnięte włosy leciały mi na twarz i za dekolt. Zaczęłam się otrzepywać jakby mnie mrówy oblazły. - Pięknie - pomyślałam - niezbyt profesjonalne podejście. Wszędzie kłójące skrawki włosów. Byłam zła.

   Kiedy opanowałm sytuację, okazało się, że włosy wyschły i mogę przejrzeć się
w lustrze. Nie bardzo spodobało mi się to, co tam zobaczyłam. - Pewnie jeszcze jakoś to ułoży - pomyślałam sobie i siadłam z powrotem na fotel. Pan fryzjer popryskał nabłyszczaczem i powiedział: Dziękuję, to wszystko. Uśmiecha się zadowolony.
Ok - wstaję, płacę i wychodzę. - Nie jest tak źle - myślę wsiadając do samochodu - i tak muszę zmyć z siebie te ścinki, to i włosy ułożę po swojemu. Zawsze tak robię po wizycie u fryzjera.

   Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Wieczorem patrząc w lustro stwierdziłam: cała ja. Z jednej strony głowy krótko ścięte, takie dążenie do porządku, ładu - monarchia. Z drugiej strony bujne loczki, każdy w inną stronę, jakby rozwiane na wietrze - anarchia.

Lubię asymetrię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz