Wczoraj na Godzinie Uwielbienia zaczęłam się zastanawiać, jaki głębszy sens miały te moje 7 lat ciemności. Zdarzyło się wtedy wiele złych rzeczy dla mnie. Mama była ciężko chora, tata uciekał w pracę, wielki miłosny zawód. Nic nie szło tak, jak powinno. Dla rodziców porzuciłam moje młodzieńcze marzenia, żyłam takim życiem, jakie wydawało mi się, ich zadowoli. Poddałam się, żeby być taką, jaką oni chcieli mnie mieć. Ale im więcej z siebie oddawałam, tym więcej chcieli i brali. W końcu nawet bez pytania. Nie miałam już swojego czasu, swoich spraw. Wszystko czym żyłam, było ich życiem. Czy rodzice mogą robić własnym dzieciom takie rzeczy? Poprawię się: czy rodzice NIEPATOLOGICZNI robią swoim dzieciom takie piekło z życia, że po niespełna 20 latach stwierdza, że już właściwie nie żyje ono, nie należy do siebie i nie ma sensu dalej żyć. Dusza umarła, więc ta pusta powłoka też powinna dać już sobie spokój i przestać istnieć.
Żyję jednak nadal i zastanawiam się, co tu dalej robić z tym życiem. Dzieci szybko rosną, trzeba by zacząć jakoś pracować, pieniądze się przydadzą.
Ale mój razwój zawodowy zatrzymał się w podstawówce, kiedy kazano mi porzucić zajęcie, które mnie najbardziej w życiu fascynowało i fascynuje do dziś. Więcej nawet, z czasem okazało się, że do niczego innego się nie nadaję.
Wczoraj było mi smutno z powodu tych myśli. Nie nadrobię już straconego czasu, ale przecież głęboko wierzę, że to też ma jakiś sens. Mówię więc do Jezusa: pokaż mi co było dobrego w tych latach ciemności, czy w tym ciemnym tunelu zapali się choćby światełko? Jezus nie pozostawia pytań bez odpowiedzi. Czasem trzeba poczekać aż odpowiedź przyniesie życie, a czasem przychodzi bardzo szybko. Pokazał mi, że w tych smutnych dla mnie latach starałam się kochać ludzi, słuchać ich, wspierać i pomagać nieść ich krzyż nawet za cenę wyrzeknięcia się siebie samej. Reszta jest tak naprawdę nieważna.
To prawda, tak było. Starałam się być bardziej dla innych niż dla siebie, nawet w czasach kiedy byłam daleko od Boga.
Poczułam się tak, jakbym wyszła z ciemnego lochu w jasność dnia. Radość i ulga, lekko na duszy. Zdałąm sobie sprawę jak wielkim ciężarem jest dla mnie moja przeszłość i to nieutulone w żalu i samotności wewnętrzne dziecko.
Ale jest nadzieja, którą daje mi Chrystus. On mnie okaleczył, On mnie też uleczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz