Zepsuł mi się ekspres do kawy. Zasmuciłam się niezmiernie. Nie żyję bez porannej mocnej kawy. Rafał poradził mi spakować urządzenie i zawieźć do serwisu, co też czym prędzej uczyniłam.
Weszłam do serwisu. Po prawej recepcjonistka zajęta była bardzo pilnym przekładaniem papierów. Pewnie czegoś szukała. Czekam grzecznie pod drzwiami, bo nie wiem czy to ona przyjmuje do serwisu, czy tych dwóch panów przy głównej ladzie, którzy żywo o czymś dyskutują.
Stoję z ekspresem pod pachą. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Może myślą, że tak sobie weszłam popatrzeć co oni tam mają, a ten stary ekspres to mam tylko przypadkiem ze sobą. Ciekawe, czy ktoś by się zainteresował, gdybym zostawiła ten rupieć na stole przy wejściu i wyszła.
- No nic to - myślę sobie - nie będę tak tu stała, szkoda czasu. Podeszłam do pani i zaczęłam jej przeszkadzać w pracy. Okazało się, że to jednak ona przyjmuje rzeczy do serwisu i za chwilę się mną zajmie. Kazała postawić przedmiot na głównej ladzie i poczekać. Przy głównej ladzie dwóch jegomościów przerwało rozmowę. Jeden patrzy namój ekspres i mówi: - Stare urządzenie, ale dobry model. - kiwam głową - Tak, służył nam ponad 10 lat, zdążyłam się uzależnić. - Pan się uśmiechnął i zaczął snuć smętną wizję - Niedługo Unia zacznie nam wlepiać kary, bo ludzie uzależniają się od naszych wyrobów. - uśmiecham się do niego, śmieszny pomysł. - Ale to nie wasza wina, że się ludzie uzależniają, takie geny. Chyba lepiej uzależnić się od dobrej kawy niż innych używek psychoaktywnych. Chyba Unia to rozumie. - pan wzruszył ramionami i patrzył na mnie jakoś niepewnie.
Tymczasem przyszedł pan ekspert od wszystkiego, popatrzył na ekspres, robił jakieś śmieszne miny. W końcu wylosował minę "jestem życiowym ekspertem, wiem wszystko" i orzekł co następuje: - To stary ekspres. Pokiwał głową z uznaniem dla własnej dociekliwości. - Alleluja! - krzyknął szyderca w mojej głowie - ale znawca, nawet dziecko by dostrzegło, że to stary grat. Uśmiecham się do swoich myśli, a ekspert ogląda ekaspres z każdej strony. - Zostawi pani, rozkręcę i zdecyduję, czy naprawiać, bo może się okazać, że nie warto. - Patrzy na mnie z troską matki za co dziecku kupić buty na zimę. - Okey, z tym właśnie tu przychodzę, żeby pan mi powiedział czy warto go naprawiać. - Obrócił ekspres w dłoniach, znowu patrzy na mnie z troską. Teraz punkt kulminacyjny: - To będzie 50 zł - Pięć dych za odkręcenia dwóch śróbek i stwierdzenie, że nie warto dalej naprawiać! - Dobrze. - mówię - skoro tyle kosztuje wiedza eksperta. - Pan się napuszył. Prawdę mówiąć wiedziałam od początku, że nie warto go naprawiać, ale Rafał się uparł, żeby iść do serwisu. Okazało się, że nie warto, ale pięć dych zmieniło właściciela bezpowrotnie.
Ekspresu nie ma, więc postanowiłam zrobić odwyk, nie utyskiwać, nie żałować niczego, cieszyć się z tego, co jest i... cierpliwie czekać aż Rafał zrealizuje swoją obietnicę zakupienia nowego sprzętu. Może do Wielkanocy jakoś dam radę.
Posiłkowałam się kafetierkami, ale nie mam czym spienić mleczka, więc to nie to samo. Teraz skończył mi się ulubiony Dallmayer i jestem zdana na rozpuszczalkę. Bieda, odwyk w pełni, ale nie będę marudzić, będę dzielna. Kończę, bo się zaraz rozpłaczę.
Niech żyje, być może już tylko wiecznie, wynalazca i twórca ekspresu do kawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz